poniedziałek, 9 lipca 2012

Tak na marginesie minionej smutnej rocznicy !

3 lipca upłynęła kolejna już rocznica śmierci Jima Morrisona, lidera The Doors. Dzień później idąc Świdnicką uwieczniłem ukradkiem plecy pewnej pary, na koszulce chłopaka widniał napis The Doors. 
Pomyślałem......ludzie ciągle pamiętają, ......młodzież pamięta i chce słuchać......... 
Cóż, nie był to zwykły jazgot jakim raczą nas współczesne media, choć w tamtym okresie inni myśleli inaczej. To muzyka z dusza i znakomite teksty.
Za 100 lat nikt nie będzie pamiętał o jakimś Dj Bobo albo innym kolesiu uprawiającym dziadowską komercję. Za to Morrison będzie wiecznie powracał. W pewnym sensie jest nieśmiertelny - żyje własnym życie.



Mogę słuchać godzinami Riders on the Storm, ....nigdy się nie znudzi.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Archiwum