niedziela, 8 maja 2011

Tu i tam - Spacery po okolicy

Postanowiłem na pierwszy wiosenny spacer po okolicy zabrać przywrócony do stanu używalności i poddany pełnej "rehabilitacji", przebywający od długiego czasu w izolacji, czyli głębokiej szufladzie wiernie mi do pewnego czasu służący aparat Start 66.
Wydawało mi się, że po przeprowadzonej naprawie na własna rękę nic już nie wyciągnę z tego zacnego staruszka, a film będzie naświetlony tak, że po wywołaniu najlepiej go po prostu.........wrzucić do kosza. Mile mnie jednak zaskoczył. 
Wybrałem się wpierw na spacer po okolicy, wokół mojej wsi gdzie rejestrowałem poniższe obrazy. Fakt uzyskania zadowalających wyników przyniósł mi dwie satysfakcje: pierwszą związaną z ciepłym początkiem kwietnia, a drugą z dobrze naświetlonym filmem w aparacie, który swego czasu spisałem na straty.
Start jest aparatem nieprzewidywalnym. Niestety nasi kochani specjaliści od optyki, wyprodukowali by świetny aparat, gdyby nie wiele niedoróbek, także tych wynikających ze słabej optyki, nie wspominając o funkcjonalności (czasem czuję się jakbym nosił w ręku nieociosany klocek). Optyka płata tu i ówdzie w kadrze psikusy, co jest w moim mniemaniu także zaletą Starta. Te efekty człowiek otrzymuje dopiero po wywołaniu, są one czasem mile zaskakujące lub irytujące :).

Podczas tej wycieczki fotograficznej skupiłem się tylko na dwóch miejscach, które niezwykle mnie urzekły. Trzy samotne polne wierzby od dwóch lat spędzały mi sen z powiek. Każdorazowo jadąc do pracy spoglądałem na nie z drogi myśląc.... jutro wybiorę się do nich z aparatem - trwało to dwa lata, zanim się do nich faktycznie wybrałem, mając je zaledwie w kilometrowej bliskości od własnego domu. Ich ciekawy układ i stała pielęgnacją dokonywana przez właściciela pola w jakiś sposób przyciągnęła moja uwagę....i tak powstały trzy zdjęcia. Może są takie same w monotonnym układzie... Dla mnie jednak ich rytm i wygląd oraz umiejscowienie były warte oka i naświetlenia filmu. 

Oczywiście drugie miejsce to lokalny przysiółek, który oddalony od głównej drogi nad rzeczułką, ze sporą ilością starej wiejskiej zabudowy sprawił, że spacer tam nabierał wymiaru podróży w czasie.......w czasy starych chałup budowanych z bali i żurawi studziennych. 




 
Wiadomo 10 kwietnia to trudna data, ale nie mam zamiaru pisać o polityce, bo ta jest nudna, albo po prostu czasem zbiera się po niej na perturbacje żołądkowe. Uwieczniłem jednak zgiełk tego dnia.



Pozostałe zdjęcia, to  niedzielne wędrówki po mieście, celem oszczędzenia sobie trudnych przeżyć związanych z przeżywaniem tego pamiętnego 10-go dnia miesiąca.









5 komentarzy:

  1. też mam starta, odwlekam pstrykanie bo... nie mam czym światła mierzyć;/
    ale kiedyś przyjdzie taki dzień...:)

    OdpowiedzUsuń
  2. bardzo ładne okolice muszę powiedzieć:)

    OdpowiedzUsuń
  3. dziękować! Z braku światłomierza, można mierzyć aparatem:)

    OdpowiedzUsuń
  4. zaczynają mnie męczyć te wszystkie muzealne aparaty, chociaż to nie wina sprzętu, coraz częściej myślę o ponownej przyjaźni z cyfrą

    OdpowiedzUsuń
  5. Mariusz! Aparat sam foty nie zrobi...... czy będziesz focił cyfrą czy kartonem po butach zawsze pozostanie kwestia jak to wszystko poukładać w kadrze i w swojej głowie..
    Ostatnio zrobiłeś się zgorzkniały!!.....Mam to samo.. Nie dajmy się jednak zwariować!

    OdpowiedzUsuń

Archiwum